Problem z wczytaniem statusu
Ogrzy Fort

To był jeden z tych dni. Każdy takie miewa, a dla mnie wypadł on niestety dziś. Wszystko układało się nie po mojej myśli, a z tyłu głowy coś głośno mi krzyczało żeby nie udawać się nigdzie daleko od domu. Najpierw jeden z jucznych koni zaczął mi kuleć, po szybkich oględzinach zapadł wyrok – podbił się skubaniec, wyklucza go to z pracy przez najbliższe dni. Później okazało się, że podeszwa w moich najwygodniejszych butach odpadła a na końcu jeszcze dowiedziałem się, że mój wspólnik nie może udać się ze mną w podróż i zamówienie muszę dostarczyć sam. Kiedy przebrałem buty i pogodziłem się z myślą, że czeka mnie samotna długa podróż zacząłem główkować skąd tu zdobyć konia, co zastąpi mojego kulawca. Nie miałem dużo czasu, więc poszedłem po prośbie do sąsiada. On bardzo chętnie pożyczył mi jednego ze swoich koni, co na początku przyjąłem za dobrą wróżbę, jednak nie trwało to długo… Chabeta okazała się tak uparta, tak złośliwa, że zacząłem się zastanawiać czy dotrzemy w miejsce docelowe jeszcze dziś. Na szczęście okazało się, że jest mocno przekupna, dlatego też udało nam się nawiązać cień współpracy tylko i wyłącznie wtedy kiedy co około 20 ziaren dostawała jakąś łapówkę w postaci marchwi, kukurydzy czy też jabłek. Gdyby nie to, że za zamówienie mieliśmy otrzymać całkiem sporą sumę złotych monet to dałbym sobie spokój, no ale… na pieniądze obrażać się nie można szczególnie wtedy, kiedy wiedzie się skromne życie rzemieślnika. Brzuchy same się nie napełnią a podatki nie zapłacą… Nie zważając na wszystkie znaki nieba i ziemi zapakowałem po ostatnie guziki juki zwierząt i ruszyłem w drogę. Złożone zamówienie zleceniodawca miał odebrać w pobliżu Kupieckiej Karawany. Pomimo tego, że zacząłem zbierać się dość wcześnie to jednak przez serię niefortunnych zdarzeń musiałem narzucić sobie i zwierzętom dość szybkie tempo aby przybyć zgodnie z ustaleniami. Nie mogę przecież pozwolić aby klient czekał, co to to nie. Pamiętam jak to mój tatko powtarzał „ Jeśli chcesz by twój czas inni szanowali, tako i ty ich czas szanować musisz” mądre słowa, których przez całe życie staram się przestrzegać. W zasadzie droga przebiegała dość sprawnie, chociaż raz po raz słychać było moje przekleństwa kiedy chabeta się zapierała i nie miała ochoty dać ani jednego kroku do przodu zanim nie dostała czegoś na ząbek. Na miejsce dotarliśmy o czasie, zostało tylko kilkanaście ziaren żeby spróbować odnaleźć umówione w liście z zamówieniem miejsce. Nie wiem, czy to przez moją niefrasobliwość, czy też rozkojarzenie, albo i te znaki Bogów od samego rana, oddaliłem się zbytnio od miasta i wpadłem w zasadzkę nikczemnych istot. Na wojaczce się nie znam nic a nic niestety i te wstrętne ogry i gobliny chyba to wyczuły, bo ani się obejrzałem a poczułem tępy ból w głowie i wszystko pociemniało mi przed oczami. Ocknąłem się nie wiem ile ziaren później, ale po moich zwierzętach nie było już żadnego śladu, oprócz tych na ziemi, bo chabeta sąsiada ( o zgrozo jednak się na coś przydała) stawiała się również moim oprawcom i co jakiś czas było widać ślady na ziemi – jakby kto silny zapartego na 4 nogach konia ciągną za sobą. Ślady skończyły się przy jaskini, której wejścia strzeże piękny posąg z wypisanym za pomocą koślawych liter napisem „Ogrzy Fort”.
I oto mój apel do was dzielni magowie i mężni wojownicy, wspomóżcie biednego rzemieślnika, pogońcie tych nikczemników co mój dobytek zabrali, oczywiście nie za darmo, obiecuję zapłatę i nie wyciągnę ręki po nic co znajdziecie u tych „psia mać” kreatur oprócz tego com sam wytworzył.

Nazwa: Ogrzy Fort
Ilość przeciwników: 66
Punkty (za poziom):
· normalny – 3
· heroiczny – 6
· epicki – 12
Lokalizacja: X=2347, Y3064